Music

sobota, 30 kwietnia 2016

~ Rozdział 13 ~

/Zanim zacznę pisać ten rozdział chciałabym bardzo podziękować Hopeless :3 oraz Arii za częste komentarze <3  Pozdrawiam :) :*!
To już prawie 2200 wyświetleń... WOW. Dziękuję, że czytacie ;)/


Zawiał silny, lodowaty wiatr. Płatki śniegu na chwilę przestały opadać. Ciemne kłęby chmury zawisły nad wszystkimi. Staliśmy w całkowitej ciszy, bez celu patrząc przed siebie. Słyszałem ciche szlochanie, szepty wśród rodziny. Przepchnąłem się przez osoby stojące naprzeciwko. W dłoni trzymałem kwiat, którego nazwy nie pamiętałem. Uniosłem wzrok na tabliczkę.  

Śp.
Maksymilian Wierzbicki
2000 - 2016
Kochający syn, oddany brat.


Po krótkiej chwili zrzuciłem go do dołu, gdzie leżało ich setki. Przeszedłem dalej, aby ustąpić miejsce innym. Ruszyłem na sam koniec. Wokół mnie niektóre dziewczyny płakały, nie mówiąc o kilku chłopakach. Tylko ja nie potrafiłem. Całe moje ciało było spięte, aż bolały mięśnie. Rozejrzałem się. Przyszło bardzo dużo ludzi. Po kilku uczniów z każdej klasy, z jego podstawówki, rodzina oraz znajomi. Dostrzegłem dziewczynę, która chichotała wraz z drugą. Czytała coś na telefonie. Wiem, że nie wszyscy tutaj obecni znali Maksa. O ile w ogóle go kojarzyli. Zjawili się, bo ktoś musiał przyjść. A stracenie paru lekcji i wyjście z tej budy, na czyjś pogrzeb, było dobrym pomysłem.
- Przynajmniej go złapali.
- Dokładnie. Zapłaci nam, za Maksia.
- Skurwiel nie wyjdzie z paki do końca życia.
- Mam tam znajomości. Nie dożyje miesiąca. Zadbam oto.
Zrobiło mi się gorąco i duszno. Poprawiłem kurtkę, aby móc oddychać. Alan spojrzał na mnie z boku i skinął głową, posyłając pół uśmiech. Jak powiedział, tak zrobił. Zaledwie kilka dni temu, w gazecie znalazłem artykuł o tym, że "Morderca z poczucia winy, przyznał się do zbrodni". Nie spodziewałem się, że tak łatwo i szybko to załatwił. Był to jakiś mężczyzna po 30-stce z okolicy. Dostał dożywocie, gdyż w chwili "zbrodni" popełnił czyn świadomie, wcześniej planując zdarzenie. Miał cel oraz dobry motyw. Policja zaprzestała śledztwo, a ja mogłem żyć tak jak wcześniej. Ale czy do końca?

Prawdopodobnie nigdy nie spłacę długu, jaki mu zawdzięczam.

Patrzyłem tępo przed siebie, gdy dostrzegłem, że ktoś próbuje przejść przez zbity tłum. Niedaleko mnie, wymijał szybkim krokiem zebranych. Stałem mu na drodze, to pewne. Przeszedł obok mnie, nie zwracając uwagi. Nagle cofnął się i spojrzał prosto w oczy.

Była to młoda kobieta, ubrana na czarno, jak wszyscy. Miała mysi kolor włosów i zielono-szare oczy. Nie zapamiętałbym jej, gdyby nie słowa, które wypowiedziała. Czułem, że tracę oddech. Odruchowo zacisnąłem dłonie. Obserwowała moje zachowanie i odeszła, nie dodając nic więcej.
- Widziałam cię. - szepnęła nieznajoma. - Ale spokojnie. Nie wydam cię... Jeszcze.

Wiedziałem... Wiedziałem... Wiedziałem, kurwa. Przecież jednak ktoś musiał to widzieć. Krew zaczęła szybciej krążyć, a myśli bardziej mieszać niż zwykle. Co teraz? Co jak mnie złapią? A jeśli mi się wydawało? Kim ona była? Zostanę udupiony do reszty. Ale zasługuje na to. Kara i tak mnie dosięgnie, to tylko kwestia czasu. Nie teraz. Nie teraz... Od kiedy wszystko zaczynało się układać.

Muszę ją odnaleźć.

- Filip? - głos Alana wyrwał mnie z rozmyślań.
- Tak? - zapytałem, odwracając się w jego stronę. Jego twarz przysłaniał kaptur szarej kurtki. Kilka osób jeszcze chodziło wokół grobu Maksa.
- Pogrzeb już się skończył. Spadajmy. - stwierdził. 
- Czekaj! - zawołałem - Muszę kogoś znaleźć.
- Kogo? - spytał zdziwiony.
- Tą dziewczynę, z którą rozmawiałem. Chociaż, tylko mnie minęła... - dopowiedziałem pod nosem.
- Filip. - powiedział stanowczo Alan. - Z nikim nie rozmawiałeś.
- Co? - zapytałem jak głupi.
- Stałeś obok mnie, patrząc w ziemię. Nikt tędy nie przechodził. - mówił zmartwiony. - Chodźmy.
 Obejrzałem się, na żałobników, idących na stypę. Ja... byłem przekonany...

I wtedy nasz wzrok się spotkał. Na jej twarzy zagościł uśmiech, po czym znikła w tłumie.
***
Wróciłem do domu. Było nadzwyczaj cicho, więc domyśliłem się, że musiała gdzieś wyjść. Chyba po zakupy czy coś. Nie wiem. Rozbolała mnie głowa od tego wszystkiego.
Starałem nie myśleć nad tym, co widziałem na pogrzebie. A raczej kogo. Chciałem się jakoś zrelaksować, ale w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie spojrzałem przez wizjer, zanim otworzyłem. Świetnie. Jeszcze ona.
- Mówiłam, że przyjdę. - powiedziała i weszła wpraszając.
- Dzień dobry. - powiedziałem ironicznie na jej widok. Dr. Sparkowsky zmierzyła mnie wzrokiem i ruszyła do salonu. Położyła teczkę na stole, wyjmując strzykawki oraz butelki. Usiadłem obok na krześle, obserwując jej ruchy.
- Ja... - zacząłem, ale po raz pierwszy usłyszałem taką furię.
- Nie mam zamiaru słuchać twoich narzekań Filipie! Przyjmiesz je, czy tego chcesz, czy nie! Zrozumiałeś, do cholery?! To nie są żarty! - krzyczała. Zatkało mnie. - Podciągnij rękaw.

Wiedziałem, że jeśli jej na to pozwolę, Daria zniknie.
Więcej nie zobaczę siostry.
Moje głosy w głowie zamilkną.
Gniew odejdzie.

Siedziałem na krześle, zastanawiając się, jak ją przekonać. Myśl, Filip... kurwa! Czego ona może chcieć? Pieniędzy? Raczej ma i to nie w małej ilości. Kontaktów? To jeden z lepszych lekarzy w kraju... Co mogło by ją zadowolić?

I wtedy do głowy przyszedł mi pomysł, przez który będzie mi wiele zapłacić. Z braku innych możliwości, chwyciłem się go. 

Zapytam więc, czego pragnie.

- Podaj rękę. - rozkazała. Wyciągnąłem ją i położyłem na blacie. Przetarła mi płynem miejsce, w którym miała zamiar kłuć. Kiedy przytrzymała moje ramię, chwyciłem ją za dłoń.
- Co ty robisz? - zapytała zirytowana, patrząc mi prosto w oczy. Pochylała się nade mną, gdyż była zbyt wysoka. 
- Chciałbym zawrzeć z tobą umowę.- szepnąłem bezsilny,
- Niby jaką? - spytała, unosząc jedną brew. W jej spojrzeniu coś się zmieniło. Zrozumiałem, że to nic dobrego.
- Jaką byś zechciała. - powiedziałem stanowczo. - Zrobię wszystko.
- Wszystko? - powtórzyła, obserwując mój wyraz twarzy.
Skinąłem głową. Dotknęła mojego podbródka, co kompletnie sparaliżowało moje ciało.

- Lubisz starsze... Filipie? - zapytała cicho. Po kilku sekundach usłyszałem śmiech. Poczułem dreszcz przepływający mi po plecach. Nie sądziłem, że o taką umowę, może jej chodzić. Nie. W ogóle nie spodziewałem się czegokolwiek podobnego. Jej wyraz twarzy był inny, jakbym zamiast doktorki, widział obcą osobę.
- Mam nadzieję, że jakoś to przebolejesz... - dodała i zachichotała pod nosem.
- Jeśli to oznacza nie przyjmowanie leków to... tak. - odparłem niepewnie. Nie stracę cię, Dario. Nie pozwolę, ponownie odejść. 

Nie tym razem.

Ale...
Ostatnie słowa Dr. Sparkowsky...
Czy to... 
coś sugerowało?
Na co ja się zgodziłem, do cholery?!



 

czwartek, 14 kwietnia 2016

~ Rozdział 12 ~

/Trochę się opuściłam z pisaniem, ale już wracam! Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Zapraszam do pozostawienia komentarza! To dużo dla mnie znaczy, a dla was to tylko chwila :)/

- Dziękuję. - szepnąłem, nadal będąc małym, płaczącym dzieciakiem - Za to, że mnie wysłuchałaś.
- Nie musisz. - powiedziała i starła moje łzy. Patrzyłem jej prosto w oczy. Uśmiechnęła się lekko. Nagle jej twarz znalazła się bliżej mojej. Znieruchomiałem. Poczułem jak całuje mnie delikatnie w czoło. Ciepło rozlało się po całym moim ciele. - Powinnam już iść. Do zobaczenia jutro.
- Do... Do zobaczenia. - wybąkałem jak głupi. Obserwowałem jak zabiera swój plecak i cicho zamyka za sobą drzwi. Cały smutek, żal, który się we mnie znajdował... zniknął. Wtedy kątem oka, zobaczyłem, że w lustrze moja twarz jest czerwona. Kurwa, kurwa! Przyłożyłem dłonie do policzków. Były cholernie ciepłe.
- Kurwa... Może tego nie widziała. Oby. - mówiłem do siebie, jak idiota. Na pewno to dostrzegła. Dopiero wtedy zobaczyłem Darię.
- Co masz taką minę?! - powiedziałem trochę za głośno, niż chciałem.
- Ależ to bez znaczenia Filipie. - stwierdziła udając poważną. Minęła mnie i zatrzymała się w progu.
- Miała na imię... Megan, prawda?
- Tak. - odpowiedziałem cicho. Zaraz po tym zniknęła w kuchni.
***
Kilka godzin po tym poszedłem spotkać się z Alanem. Zaprosił mnie do siebie. Byliśmy sąsiadami, gdyż mieszkał kilka klatek dalej ode mnie. Wchodziłem po szarych schodach, gdy usłyszałem muzykę dobiegającą z jego mieszkania. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.
- Łap. - usłyszałem jego głos. Puszka piwa poleciała w moją stronę.
- Dzięki. - odparłem, gdy dostrzegłem Żywca. Poszedłem w stronę Alana. Siedział na kanapie grając w Fifę. Podpierał się łokciami na kolanach, co oznaczało, że gra na poważnie. Dopiero wtedy wyczułem znajomy zapach.
- Paliłeś? - zapytałem
- Na stole jeszcze mi trochę zostało. Jak chcesz to bierz. Kuba załatwił mi ostatnio większą działkę. - odparł, nie spuszczając wzroku z gry. Przez chwilę nawet bym się zgodził, ale przecież nie zapomniałem do czego to przecież doprowadziło, kilka lat wcześniej. Alan był w tamtym czasie przy mnie. Zawsze mu się ze wszystkiego zwierzałem. Wiedziałem, że chce tylko sprawdzić czy wezmę. On jako jedyny zabraniał mi ich brać. Mimo wszystko, jest strasznym hipokrytą.
- Nie, dzięki. - odparłem otwierając piwo. Było lodowate i wydało charakterystyczne pstryknięcie.
Nastała między nami cisza. Co jakiś czas komentowałem, jak ta ciota beznadziejnie gra.
- Co ty odpierdalasz?! Podaj do niego a nie do tego, kurwiu! - krzyknąłem, kiedy przeciwnik odebrał piłkę.
- Nie pouczaj mnie miękka pizdo. - odparł. Zaraz potym strzelili mu gola. - Kuuuurwa, no...
- Mówiłem ci przecież. Miałem rację. - powiedziałem, aby go dobić.
- Ha ha. Tym razem, pedale. - stwierdził.
- Sam jesteś pedał. - odparłem jak małe dziecko.
- Uuu, niezły pocisk. Jak ten z rodzaju "chyba ty". - dodał i zaciągnął się skrętem. Obserwowałem w ciszy jak przegrywa grając Barcą przeciwko jakiemuś klubikowi z Polski. Na serio? SERIO?
- Nie sądziłem, że można tak chujowo grać. - stwierdziłem, sięgając po chipsy, które leżały na stole. Nie odpowiedział, gdyż fifa za bardzo go wciągnęła. Westchnąłem, kiedy rzucił padem o sofę i wyłączył grę w pizdu.
- Nienawidzę tej gry. - powiedział wkurzony.
- No bo nie potrafisz grać. Od kiedy ją masz? - zapytałem kończąc paczkę chipsów o smaku chilli.
- Kilka miesięcy. - odpowiedział, powoli uspokajając. Wewnętrznie się załamałem, ale nic odpowiedziałem.
- Kwestia praktyki. - powiedziałem, zamiast tego co chciałem. Zgniotłem puszkę i rzuciłem do kosza. Trafiła w sam środek.
- WOW. - mówił udając zachwyt. Prychnąłem w odpowiedzi. Nastała chwila ciszy.
- Wiesz zastanawiam się nad jednym. - zaczął niespodziewanie. Kręcił kolejną puszką piwa w taki sposób, że alkohol wirował w środku.
- Mów. - ponagliłem go. W jego tonie, słyszałem, że to coś poważnego.
 - To ty pobiłeś Maksa, co nie? - spytał spoglądając mi w oczy. Nie odezwałem się. Przeszedł mnie dreszcz. Nastała krępująca cisza. Po chwili spuściłem wzrok. Mogłem się domyślić, że będzie wiedział. Zna mnie lepiej niż ja siebie. Straciłem oddech. Gula urosła mi w gardle. Nawet gdybym chciał, nic bym nie wydusił.

Skinąłem głową.

Widziałem, jak ulatuje z niego powietrze. Czyżby on też na chwilę przestał oddychać, jak ja? Posłał mi dziwne spojrzenie. Jakby w jego głowie narodził się pomysł.
- Ja... chciałem go postraszyć. Tym, że zrzucił ze schodów Megan, a ona nie chciała nikomu o tym powiedzieć. Ukarać, to lepsze określenie, ale wtedy ja... zapomniałem jakim potworem jestem. Wiedziałem, że może mnie ponieść, szczególnie, iż nie przyjmowałem leków od kilku dni. Nic do mnie nie docierało... - mówiłem roztrzęsiony. Znowu zebrało mi się na płacz, ale powstrzymałem łzy. Nie jestem słaby.

Wtedy Alan dotknął mojego ramienia. Patrzył na mnie zatroskany.
- Nikt się nie dowie. Zadbam o to. - powiedział, a jego słowa przeszyły mnie dogłębnie.
- Jak to, zadbasz? To kwestia czasu, zanim po mnie przyjdą. Jestem skończony. Może to i dobrze. Przynajmniej nie sprawię nikomu bólu. - mówiłem, krytykując samego siebie.
- Nie widziano cię. Inaczej byłbyś już za kratkami. Skąd wiesz, czy nie pobił go ktoś z innej dzielnicy? Może miał z nimi spinę? A gdyby ten ktoś sam by się przyznał, nie szukaliby cię już więcej, prawda? - mówił swobodnie, ale jego słowa mnie przeraziły. Mówił to samo, co Megan. Pewnie większość tak sądziła.
- Nikt niewinny... - zacząłem, ale nie pozwolił mnie skończyć.
- Oni nie są niewinni. Niektórzy z tych skurwieli, powinni zostać zabici na miejscu. - powiedział i spojrzał mi w oczy. - No już, nie rycz jak baba.
- Nie płaczę przecież. - odparłem zirytowany.
- Nie płaczę, nie płaczę. - mówił, naśladując mój ton głosu. - Masz minę zbitego psa.
Nie odpowiedziałem. Objął mnie powoli. Zrobił to dopiero trzeci raz. Pierwszy, kiedy bardzo się z nim pokłóciłem gdy byliśmi dziećmi. Drugi, po śmierci mojej siostry. A teraz kolejny.
- Nie martw się stary. - usłyszałem jego, pewny siebie głos - Naprawię wszystko.


Nic nie mówiłem.
Nie spytałem jak.
Nie spytałem kiedy.
Nie spytałem, dlaczego chce tyle dla mnie zrobić.
Nie spytałem, co o tym sądzi.
Nie spytałem, czemu nic złego o mnie nie powiedział.
Nie spytałem, czy to w ogóle się uda.
Nie spytałem się, czemu coraz mocniej mnie ściska.

Nie spytałem się, czemu jego uścisk trwał tak długo.







sobota, 26 marca 2016

~ Rozdział 11 ~

/Hejka... tak miał pojawić się w poprzednią sobotę, ale Internet stwierdził, że lepiej będzie jeśli zniknie na ten czas :'). Przepraszam ;(/

Chciałabym złożyć Wam wszystkiego najlepszego z okazji Wielkanocy ^^ :*


- Jeśli będziesz chciała odejść, drzwi są otwarte. - zacząłem.- Więc nie wahaj się.
- Filip? Nie mów do mnie takim tonem. - szepnęła, unosząc wzrok z nad kubka. Pasmo włosów delikatnie spłynęło po jej ramieniu. W zielonych oczach dostrzegłem błysk strachu.
- Jestem chory. - powiedziałem nie spuszczając wzroku z Megan.- Nawet... bardzo.
- Co ci dolega? - spytała od razu, sięgając drżącą dłonią po cukier, który wcześniej zostawiłem. Wsypała kilka łyżeczek.
- Schizofremia paranoidalna. - wydusiłem z siebie. Patrzyła na mnie w osłupieniu.
- Para... noidalna? - powtórzyła jakby nie dosłyszała. Skinąłem głową.
- Wszystko zaczęło się dwa lata temu. - mówiłem, a gardło powoli zacieśniało się - Ja... opowiadałem tobie o mojej przeszłości. Po części. Wraz z kolegami urządzaliśmy jedne z bardziej popularnych imprez w okolicy, chlaliśmy, ćpaliśmy, mieliśmy problemy z policją. Chodziło o kradzieże czy picie. Narkotyków nigdy mi nie udowodnili.

Jeden z moich kumpli, a właściwie jego ojciec handlował różnymi środkami. Krystian, jego syn, podbierał trochę z zamówień i sprzedawał w szkole. Szybko staliśmy się popularni. Z początku nie wiedzieliśmy, w jakie bagno weszliśmy. Chcieliśmy więcej. Wrażeń, niezapomnianych imprez, a do tego potrzebowaliśmy hajsu. Nie zamierzałem od nikogo pożyczać, aby nie narobić długów. Zakradliśmy się wieczorem do jakiegoś podrzędnego sklepu i zabraliśmy ile tylko mogliśmy. Udało nam się. Nikt nas nie złapał. Od razu potem, wydaliśmy je na alkohol i dragi, bo Krystian nie dawał nigdy niczego za darmo. Weszło nam to w krew. Takie życie. Uciekanie, planowanie, poczucie wolności. Bycie poza prawem. Kochałem to, co adrenalina mogła mi dać.

Potem, po kilku "skokach" dostrzegli nas starsi. Dresy z okolicznych zawodówek, techników i liceów, że tak powiem. Przyłączyliśmy się do nich, ale oni robili trochę inne rzeczy niż my. Chodziło głównie o spuszczanie wpierdolu innym. Chodziliśmy w grupie, otaczaliśmy wybrane osoby i atakowaliśmy. Nie obchodziło mnie wtedy, co potem będzie. Szybko przenieśliśmy się z dzieciaków na coraz bardziej wygórowane osoby. Dorośli. Najlepiej ci z banków, albo tych, którzy mieli spiny z rodzinami, któregoś z nas. Gang, to mogłoby być dobre określenie, choć nie nosiliśmy niczego charakterystycznego.

Wszystko nam się udawało, ale pewnej nocy mieliśmy zaatakować sąsiedni "gang". Ktoś dał nam cynk, że jeden z naszych został przez nich pobity, co jak się okazało było kłamstwem. Szukali tylko możliwości wyżycia, na kimkolwiek. Przyszliśmy o umówionej porze. Krystian, mocno zjarany i upity, towarzyszył mi przez cały czas. Na sygnał nie trzeba było długo czekać. Szarpanina, noże, aż wtedy... rozległ się huk.

Przerwałem na chwilę, nabierając tchu. Wspomnienia na nowo przemknęły w mojej głowie.
- Postrzelili go. W plecy. - mówiłem. - Padł na ziemię jak trup, ale wiedziałem, że jeszcze żyje. Wszyscy zaczęli uciekać. Stchórzyłem. Mogłem tylko patrzeć, jak Krystian dławi się krwią. Błagał mnie o pomoc, ale go zostawiłem. Zmarł na krwotok, w męczarniach. Długo nie mogłem się otrząsnąć. Wszystko przeze mnie. To ja go podpuściłem aby z nimi pójść, aby wykradł trochę koki swojemu ojcu...
Chciałem z tym skończyć. Wycofałem się, spaliłem wszystkie mosty z tymi osobami. Pragnąłem tylko o tym zapomnieć, ale kara przyszła po kilku miesiącach.

Któryś z wrogiego "gangu", powiedział, że to moja wina. Potrafiłem w tamtym momencie uratować Krystiana. Jego ojciec wraz z kumplami szybko zareagowali na tą nowinę. Znali adres, wiedzieli kiedy kończę lekcje w szkole. Chcieli dać mi nauczkę. Akurat w tamtym dniu poprawiałem sprawdzian z matmy, więc przyszedłem godzinę później. Mieszkanie zostało zdemolowane, wartościowe rzeczy skradzione. Wyszli chwile przede mną. Trząsłem się. W tym całym burdelu widziałem tylko jedno. Coś, co odebrało mi mowę.

Poczułem, jak łzy napływają mi do oczu. Nie potrafiłem dłużej dusić ich w sobie.
- Moja siostra skończyła wcześniej pracę. Weszła do domu, kiedy byli na górze. Nikt nie usłyszał jej krzyków, ani błagania o pomoc. Połamali nogi, po czym powiesili, na jednej z belek. Ciało przymocowali, by nie upadło tak szybko.

Nigdy nie zapomnę widoku jej martwych oczu, twarzy wykrzywionej z bólu...
Wtedy wszystko znikło. Coś pękło wewnątrz mnie. Czułem jak umieram. Ktoś rozkraja mnie powoli, ciesząc się, każdą jebaną sekundą mojego cierpienia! Zabrali mi ją! Jedyną osobę, którą kochałem. W tamtej chwili zrozumiałem, że już więcej nie usłyszę jej śmiechu, widoku, po prostu... jej.

Zacząłem się trząść. Łzy spływały mi po policzkach. Emocje we mnie wrzały.

Nigdy więcej nie pójdziemy do parku, nie zrobi mi śniadania, nie zobaczę jej obok siebie...
Dlaczego?! Dlaczego kurwa wszystko musiało się tak potoczyć?! Kurwa! Kurwa... Dlaczego nie zabili akurat mnie?! Musieli odebrać mi ją, Darię?! Jedyne światło, cokolwiek... Stałem tam, patrząc na nią, wiedząc, że tak naprawdę jestem tak samo martwy w środku. Nie czułem niczego oprócz żalu i smutku. Tak bardzo chciałem powiedzieć jej wszystko. To co przed nią ukrywałem, moje pierdolone wybory, co zrobiłem, że ją kocham... przeprosić... przytulić...

Po tamtym wydarzeniu, dostawałem halucynacji. Ktoś chodził po mieszkaniu, nucił, zbiegał po schodach, aż w końcu zobaczyłem ją rano w kuchni. Znikła równie szybko, jak się pojawiła. Wtedy już wiedziałem, że jestem chory. Bardzo. Ale... nie potrafiłem z niej zrezygnować. Mój wujek, który o wszystkim wiedział zlecił mi jednego z najlepszych lekarzy, jakich znał.

Zażywałem co pewien czas leki, nieregularnie. Przez tamten wypadek ominąłem kilka dawek i teraz... wróciła.

Nastała pomiędzy nami cisza. Podniosłem na nią swój żałosny wzrok. Zobaczyłem ją zalaną łzami. Wstała i jednym krokiem ominęła stolik. Poczułem jej dotyk. Przecierałem oczy, nie potrafiąc przestać płakać, jak małe dziecko.
- Jest mi tak... przykro. - mówiłem, krztusząc się. Zacisnęła swoje ramiona mocniej wokół mojej szyi.
- Wiem. - szepnęła tylko.
Kątem oka dostrzegłem ją. Przyglądała nam się z boku. Przecierała łzy rękawem.
- Wybaczam ci... - powiedziała, po czym osunęła się na kolana, zanosząc szlochem. Jej makijaż został na bluzce, a na twarzy czarne smugi.
- Filip. - powiedziała Megan, tak abym na nią spojrzał. - Nie sądzisz, że po tym co mi powiedziałeś, tak zwyczajnie odejdę, prawda?
Jej głos był pełen słodyczy. Czemu akurat teraz przyszło mi to na myśl?
***
/Zapraszam do zakładki postacie ;)/



niedziela, 13 marca 2016

~ W tym tygodniu nie będzie kolejnego rozdziału ~

Witajcie. Niestety, ale w ten weekend nie miałam czasu aby cokolwiek pisać ;_; Nie uda mi się zrobić tego w ciągu nadchodzących dni roboczych. Przede mną kilka kartkówek, sprawdzian oraz konkurs.

Obiecuję, że W TĄ SOBOTĘ ROZDZIAŁ NAPEWNO SIĘ POJAWI. ZOSTANIE ON POŁĄCZONY Z KOLEJNYM, KTÓRY ZOSTAŁ ZAPLANOWANY. BĘDZIE TO JEDEN, DŁUŻSZY ROZDZIAŁ.

Chciałabym bardzo Was za tą sytuację przeprosić 😭 Mam nadzieję, że mi to wybaczycie :'( 

niedziela, 6 marca 2016

~ Liebster Blog Award #LBA ~

Dziękuję za nominację od Mania Maja ^^  :* ;)
Jej blog --------> http://ukrytetajemnice.blogspot.com

1. Ulubiona książkowa postać?

Potwór z "Siedem minut po północy" {ps. polecam przeczytać}

2. Dlaczego piszesz bloga?

Chciałam spróbować czegoś nowego {nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z blogowaniem na jakikolwiek temat} i poddać krytyce jednego z moich opowiadań. Uznałam, że skoro mam trochę czasu, to czemu nie :)

3. O czym myślisz pisząc nowy rozdział?

Próbuję jak najbardziej wczuć się w bohaterów i stawić w ich sytuacji. Wyobrażam sobie różne sceny, rozmowy oraz gesty, a potem składam w jedną całość.

4. Masz już wymyślone zakończenie bloga?

Bardziej coś w rodzaju szkicu. Mam kilka pomysłów i nie wiem, który z nich jeszcze wybiorę ;)

5. Edward czy Jacob?

Jacob.

6. Gdzie mieszkasz? (Kraj, miasto)

Polska, Warszawa :)

sobota, 5 marca 2016

~ Rozdział 10 ~

/DZIĘKUJĘ ZA PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ <3 MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ SPODOBA! ZAPRASZAM DO POZOSTAWIENIA KOMENTARZA ;)/

Światło poranka wpadło do pokoju, drażniąc moje oczy. Mruknąłem, przekręcając się na drugi bok. Powoli przypominałem sobie gdzie jestem. Spojrzałem na zegarek wiszący na ścianie. Była 6:30. Kątem oka dostrzegłem Wikę. Leżała wtulona w poduszkę. Jej włosy opadały na twarz, przysłaniając oczy. Patrzyłem na nią przez kilka sekund po czym usiadłem na łóżku. Usłyszałem krzątaninę na dole. Otwieranie szafek, spuszczanie wody w toalecie...

Wrócili.

Szybko wstałem i zacząłem zbierać w popłochu swoje rzeczy. Nie mogli mnie tutaj zobaczyć. Kiedy wkładałem buty, usłyszałem dudniący odgłos, nadchodzących kroków.

Kurwa, Kurwa, Kurwa...

W mojej głowie zapanował chaos. Rozpaczliwie szukałem swoich ubrań. Gałka w drzwiach przekręciła się. Przełknąłem głośno ślinę. Chwyciłem telefon, który zostawiłem na biurku i otworzyłem okno. To była moja jedyna szansa.

- Wiktoria? Już wróciliśmy. Aaa... jeszcze śpi. - usłyszałem donośny, męski głos. Trzymałem się jedynie parapetu, który zaczął ponuro skrzypieć. Zapomniałem, że jej pokój znajduje się na pierwszym piętrze. Byłem w czarnej dupie. Kiedy mężczyzna zamknął drzwi, zeskoczyłem na trawnik, boleśnie uderzając o ziemię. Pobiegłem do domu, nie oglądając za siebie. Może mnie nie zauważyli.

Oby.

***

Toczyła się normalna lekcja historii, kiedy do naszej klasy weszła wychowawczyni. Wszyscy spojrzeliśmy w jej stronę i w tym samym czasie wstaliśmy. Weszła cicho, nie spoglądając w naszą stronę.
- A jej co? - spytał mnie pół głosem Alan, który siedział ze mną w ławce.
- Nie mam pojęcia. - szepnąłem, ale podejrzewałem o co, a właściwie o kogo może chodzić.
Zamieniła zaledwie kilka słów z nią i facetka od historii wyszła na korytarz. Usiadła przed biurkiem. Spojrzała na nas, a jej mina zdradziła wszystko. Jej gesty oraz słowa, które dobrała.
- Wczoraj wieczorem otrzymałam informację dotyczącą stanu zdrowia, waszego przyjaciela Maksymiliana... Jak wiecie jego stan, od samego początku nie był prawidłowy. Ledwo uszedł z życiem po ciężkim pobiciu. Ale to już wiecie. - mówiła, jąkając co jakiś czas. Jej dłonie lekko drżały. Każdy wiedział co zaraz wypowie, a mimo to mieliśmy nadzieję, że będzie inaczej. - Nie przeżył dzisiejszej nocy.

Poczułem jak spadam. Jakbym skoczył z wieżowca i leciał w dół, nabierając prędkości. Wiatr zagłuszał odgłosy tego świata, pozostawiając mnie w zupełnej ciszy. Wcisnąłem się w krzesło tak mocno, aż zaskrzypiało. Głowa zrobiła milion razy coęższa, niż normalnie.

Ktoś zaczął histerycznie płakać. Zaraz dołączyli inni. Niektórzy tylko patrzyli pusto w przestrzeń. Alan nie odrywał przerażonego wzroku od nauczycielki.

A ja?

Zabiłeś go.
Zabiłeś go.
Zabiłeś go.

Powoli złapałem się za głowę.

Pozwoliłeś mu umrzeć. Nie, kurwa. Skazałeś na to, popierdoleńcu. Ale wiesz co jest najgorsze w tym wszystkim?

 Przez gromadzące się łzy, przestawałem wyraźnie widzieć.

Że tego nie żałujesz.

- Przepraszam, mogę iść do toalety? - spytałem cicho. Skinęła głową, ocierając łzy chusteczką.
Odsunąłem gwałtownie krzesło i wstałem. Opuściłem klasę, odprowadzany wzrokiem uczniów. Nie powinien był tego robić, bo...

Ściągniesz na siebie podejrzenia? Jesteś żałosny. Nawet teraz dbasz tylko o swoją dupę.

- Zamknij się. Chociaż ten jeden, pieprzony raz. - powiedziałem ostro i spojrzałem w lustro. Widziałem w nim kogoś, kogo szczerze gardziłem.

A co mi zrobisz? Nie zapominaj, że jestem częścią ciebie. Nigdy się mnie nie pozbędziesz.
 
 Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech. Nieznośny głos zniknął tak szybko, jak pojawił.
Oddychałem szybko. Muszę wziąć się w garść. Dla swojego dobra.

***
Po ogłoszeniu śmierci Maksa zostaliśmy zwolnieni do domu. Pogrzeb został zaplanowany w czwartek, na dzień przed imprezą. Założyłem słuchawki na uszy i odpłynąłem w lecącej muzyce. Z tego co wiem, jako, że jeszcze jestem na wolności, nie podejrzewają mnie. Policja nie wpadła do mojego mieszkania i nie szukała jakichkolwiek dowodów. Ale do tego potrzebny byłby nakaz, co nie? 

Filip zastanów się.

Jakie są szanse, że ktoś mnie widział? Znikome. Mało kto tamtędy chodzi. Ślady? Miałem na sobie rękawiczki, bo okropnie piździ. Wyrzuciłem je tego samego dnia do kominka, trawiąc w ogniu. Jakieś powiązanie? Nikt nie wiedział, że spowodował tamten "wypadek", oprócz mnie i Megan. Telefon? Nie był zarejestrowany na mnie, a numer miałem zastrzeżony. Co do sytuacji na schodach, Maks... nikomu by się tym zbytnio nie pochwalił. A ona... nie, nic by nie podejrzewała.

A więc, czy mogę się czuć niewinny i wolny?

Oczywiście, że nie. Muszę mieć się na baczności. Przyszłość, nie raz mi już pokazała, jak gwałtowny obrót potrafi przyjąć.

***
Wróciłem niedawno do domu, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Przeżyłem mini zawał serca, póki nie dostrzegłem błysku zielonych oczów przez wizjer. Otworzyłem je wdzięczny, że to nikt inny.
- Zapomniałeś zeszytu. - powiedziała, podając mi go.
- Dzięki. - odpowiedziałem i odłożyłem na szufladę. - Chcesz wejść na chwilę?
Kiwnęła głową, a ja otworzyłem szerzej drzwi, wpuszczając ją do środka. Na dworze robiło się coraz zimniej i głupio by było rozmawiać tak dalej w progu. Poszliśmy do salonu. Usiadła, a ja ruszyłem w stronę kuchni.
- Herbata czy kawa? - zapytałem wlewając wodę do czajnika.
- Herbata. - odparła po chwili. Wróciłem i usiadłem na przeciwko niej.
- Jak myślisz, kto mógłby to zrobić? - zapytała zmartwiona.
- Nie ma pojęcia. - odparłem, kłamiąc. Wysiliłem się najlepiej, jak potrafiłem.
- Podobno zadawał się z jakimiś dziwnymi typami. Może miał z nimi jakiś zatarg? - pytała bardziej samą siebie, niż mnie.
- Prawdopodobnie. - powiedziałem. Siedzieliśmy w ciszy przez kilka sekund. - Megan mam do ciebie jedno pytanie.
- Jakie? - spytała, zakładając nogę na nogę.
- Dlaczego nikomu nie powiedziałaś o tym, że zrzucił cię ze schodów? - zapytałem wytrzymując spojrzenie dziewczyny.
- Nie chciałam mieć z nim żadnych problemów, więc uznałam to za jednorazowy incydent. - szepnęła tylko.
- A więc się go obawiałaś? - dopytałem, co mogło zabrzmieć zbyt ostro.
- Sugerujesz, że to mogłam być ja? - zapytała ożywiona, jakbym rzucił wyzwanie - Zrobiłam to z zemsty?
- Wcale nie. - mówiłem a jej oczy zmiażdżyły moje spojrzenie. - Jestem po prostu ciekaw.
- Nie, nie bałam się. - odpowiedziała bez emocji. W tamtym momencie usłyszałem gwizd czajnika. Poszedłem do kuchni i nalałem wrzątek do dwóch wcześniej przygotowanych kubków. Przyniosłem je, odkładając na stolik.
- Dziękuję. - powiedziała, gdy mnie zobaczyła.
Nagle Daria zeszła ze schodów. Nie wiedziałem, że jeszcze tutaj jest.  Słuchając muzyki weszła do pokoju, w którym się znajdowaliśmy.
- Współczuję jego rodzicom. Muszą przechodzić bardzo trudne chwile. - powiedziała unosząc parujący kubek do ust.
- Ja również. - dodałem, aż skręciło mnie w żołądku. Daria przemknęła obok nas i odłożyła książkę na półkę. Megan powoli upiła łyk gorącej herbaty.
- Pyszna. - stwierdziła zadowolona.
- Zielona, najlepsza. - potwierdziłem. Spojrzałem kątem oka na siostrę. - Daria, miejscem na twoje książki, jest kolejna półka.

I dopiero po tych słowach zrozumiałem, że popełniłem największy błąd. Znieruchomiałem i rzuciłem Darii szybkie spojrzenie. Przeniosłem wzrok na Megan. Zamarła w połowie, a jej źrenice rozszerzyły się.

 To koniec...

- Filip? - spytała słabym, drżącym głosem - Prócz nas dwoje, nikogo tutaj przecież nie ma...

 Teraz będę musiał jej wszystko powiedzieć...











piątek, 26 lutego 2016

~ Rozdział 9 ~

/Dziękuję za komentarze <3 Przepraszam, że tak późno!/

To był pierwszy raz kiedy wyszedłem z drżącymi dłońmi i dreszczem pełzającym po plecach. Oddychałem nierówno, serce biło szybciej. W kilka minut doszedłem do szkoły, choć normalnie zajmuje mi to około piętnastu.

Ale nie przyszedł do szkoły.
Już drugi dzień.

Z tego co podsłuchałem rozmowę wychowawczyni, wiedzieli o wszystkim co zaszło. No, oprócz tego, iż ja też tam byłem. Ciężki stan, trafił na stół operacyjny. Tylko tyle dosłyszałem między cichymi szeptami.
- ... nie wiadomo gdzie chodził na wagary, a matka niezbyt potrafiła nad nim od dawna zapanować. - powiedziała pod nosem jedna z nich.
- Masz rację, ale... czy wiadomo, że z tego wyjdzie? - spytała niepewnie druga.
- Nie wiem. Pozostaje nam tylko jedna kwestia do rozstrzygnięcia... - wychowawczyni ściszyła głos.
- Nadal się nie obudził, prawda? Więc nie znamy sprawcy. - stwierdziła dobitnie.
- To kwestia czasu. Ktokolwiek to jest, policja go znajdzie, sąd osądzi. - mówiła, jakby chciała bardziej przekonać siebie, niż ją.

Wszedłem do szatni. Dziewczyny jak co dzień spisywały. Śmiały z czegoś i szturchały.
- Natalia, mogę spisać? - spytałem stawiając plecak na podłodze.
- No już! - odparła, a jej zeszyt od matematyki był rozrywany przez kilkanaście dłoni. Po chwili dotarł też do mnie. Kiedy przepisałem, zostawiłem go aby się o niego biły. Nawet nie podziękowałem.
- Cham. - usłyszałem jak jedna z nich szepcze pod nosem.

Wtedy poczułem mocne klepnięcie w plecy. Odwróciłem się. Stał za mną szatyn o jasno-szarych oczach. Był w moim wzroście i podobnej posturze. Nosił zieloną bluzę i czarne spodnie.
- Siema, ponuraku. - powiedział radośnie.
- Witaj Analu. - odpowiedziałem, ruszając schodami na górę. Przeciskaliśmy się przez tłum uczniów. - Dlaczego od tak dawna nie przychodziłeś?
- Byłem u znajomych. - odpowiedział wymijająco. - Co u ciebie słychać? Wydarzyło się coś ciekawego przez te dwa tygodnie?
- Wszystko po staremu. - powiedziałem, nie chcąc mu opowiadać o wypadku na schodach, o Megan, Dr. Sparkowsky, Maksie...
- Właśnie, jest sprawa. Słuchaj chciałbyś pójść ze mną na imprezę u Julki? Podobno mają być ładne loszki. - spytał, odpisując jakiejś dziewczynie na Messengerze. Alana poznałem w trzeciej podstawówce, ale tak się potoczyło, że poszliśmy do jednego gimnazjum i zostaliśmy przyjaciółmi.
- Wiesz, że  nazwa "loszka" pochodzi od nazwy świni, "Locha"? - spytałem unosząc jedną brew.
- Na serio?! - zapytał zdziwiony, spoglądając zza telefonu. - W każdym bądź razie wpadnij. Za tydzień o 20.00 w piątek. Podobno mają się zjawić wszystkie dziewczyny z naszej klasy.
- Zobaczy się. - odparłem obojętnie, ale i tak już miałem zaplanowaną odpowiedź.
***
Wyszedłem po ciężkim dniu ze szkoły z bólem głowy. Dzisiaj wracałem samotnie, bo Megan nie pojawiła się w szkole.

Dostałem dwie jedynki z matmy a trzecia z polaka. Kurwa. Kiedy wrócę do domu będę musiał ogarnąć pokój, przygotować obiad, wyrzucić śmieci...

Od kiedy jesteś taki obowiązkowy? Czyżbyś próbował zająć czymś swoje myśli?

... umyć podłogi, odkurzyć, zmienić firanki, pościel...

W końcu cię znajdą i dobrze zdajesz sobie z tego teraz sprawę. Tak naprawdę to tylko kwestia czasu. Godzin, dni czy tygodni. Kiedy się zbudzi powie mu kto to zrobił. A ty poniesiesz karę na jaką zasługujesz.

... i jeszcze te sprawdziany: polski, matma i historia. Ja pierdole czy oni nie mają własnego życia...

 Ale jest przecież jeszcze jedno wyjście, co nie? Zawsze jest. Tym bardziej w tym przypadku. Musisz tylko szerzej spojrzeć na sytuację. Nie ograniczać do ICH granic. Twoje znajdują się o wiele dalej, tak daleko, że ONI nie potrafią zrozumieć. Nie pojmą. Tak samo jak uczucie, które się w ciebie wzbiera. 

 ...Rachunki. Wczoraj przyszły rachunki. Muszę je spłacić do najbliższego wtorku...

Uczucie, które tak bardzo pożądasz w swoim małym, szarym życiu. To ONI chcą byś uważał to za złe i niemoralne. Ale czy w tym świecie pozostał ktokolwiek w pełni moralny i ludzki? 
Pamiętaj. Maks nie odezwie się, jeśli zabraknie mu języka w gardle.

Nagle głos uciszył się, a głowa przestawała pobolewać. Nawet nie zauważyłem, gdy minąłem własny dom.
***
Odebrałem telefon, który zadzwonił od razu kiedy wszedłem do domu. Dzwoniła Wiktoria.
- Mógłbyś przyjść do mnie? Jeszcze dziś?
- Coś się stało, Wiki?
- Nie, ja tylko... chciałabym porozmawiać. O nas.
- Jasne. O 20.00 u ciebie?
- Dobrze. Do zobaczenia, Filip.
- Na razie.   
***
 - O czym chcesz porozmawiać? - spytałem, siadając u niej na dywanie. Spojrzała mi prosto w oczy.
- Kochasz mnie? - zapytała z dupy. Mrugnąłem kilka razy. Przysunęła się bliżej.
- Oczywiście, że tak. - skłamałem, aż poczułem gorzki smak w ustach. Westchnęła.
- Bo wiesz... ja... - mówiła nieśmiało, a jej język się plątał. - Moi rodzice wyjechali i wrócą dopiero rano... I pomyślałam, że skoro jesteśmy już razem od tylu lat, i... i.... jeszcze tego nie robiliśmy... to może chciałbyś.... spróbować?

Powoli dotknęła mojego kolana. Podniosłem nad nią wzrok. Nie chciałem tego robić, akurat z nią. Jednak ciężar z tymi kłamstwami ważył zbyt wiele. Jeśli odmówię, jakoś przeżyjemy. Ona i ja. Ale wtedy znowu moje myśli krążą o tym, o czym staram się usilnie zapomnieć.

 Przyciągnąłem ją za podbródek i pocałowałem. Uśmiechnęła się.

"- Zamierzasz ją dalej oszukiwać? Tak jak to robiłeś wcześniej, tylko, że teraz jesteś z nią "w związku"? - pytała, a jej głos stawał się coraz bardziej głośny."
 
Była dla mnie tylko... błędami przeszłości.

Czy to moje ego? Możliwe.
Pragnienie? Teraz z pewnością.
Uczucie? Nigdy go nie było.
Sumienie? ... Sam już nie wiem.

Do tej pory tak to tłumaczyłem. Każdą chwilę, którą z nią przeżyłem, to próba naprawienia tamtej szkody. Czy kiedykolwiek, bym ją spłacił? A może zrobię to właśnie teraz. Aby nie mieć z nią więcej do czynienia. 

Czy to wystarczy?
Czy będę mógł już odejść?